czwartek, 1 października 2015

Pan Królik, sukienki i sofa.


Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie..
Przeplatająca się złotem, purpurą i wszelkimi odcieniami brązu jesienna aura, rozgwieżdżone nocą niebo i przenikający chłód..,(takie wahania pogodowe są dla mnie nadzwyczaj niekorzystne, co objawia się niezmiennie od lat - męczącym bólem gardła i katarem, z którym zmagam się od kilku dni).
 Z wielką rozkoszą sięgnęłam po kubek ulubionej kawy z dodatkiem miodu, z której przez upalne dni zrezygnowałam.

Zaopatrzona w rozpierający humor, gorący, aromatyczny napój, wcześniej wślizgując się w gruby i miękki (byle nie gryzący w plecy i kark) sweter, z Mruniem-przytulaczkiem moim na kolanach (lub gdzieś obok), książką lub nową wizją projektu kolejnej sukienki. (W dalszej części tekstu, więcej o tym).

Jesień zawsze przypomina mi o tych, dzięki którym życie nie pędziło tak szybko, z którymi każda chwila była diamentowa, czas spowalniał, a nawet stawał w miejscu. Na moment. Jedyny i niepowtarzalny. Na zawsze zapamiętany.
Byłam pewna, że nigdy w życiu nie zaznam takiego odczucia.



Ile czasu musiało upłynąć, abym uwierzyła, że potrafię/mogę coś uszyć.. pokonać to, co mnie blokowało. Bardzo dużo.., za dużo.
Gdy miałam 7-12 lat, z ogromną ciekawością wkroczyłam do świata kolorowych nici, tasiemek, materiałów z nieograniczoną ilością wzorów i barw.
Miłość do szycia w dzieciństwie, zaszczepiła we mnie mama - w jej rękach igła z nitką, wyczyniają w większości, niepowtarzalne cudeńka.
Zapragnęłam i ja.. , więc po pewnym czasie, były różne próby i ich efekty -  nie zawsze udane, ale sprawiające frajdę..


Z upływającym jak strumień czasem, bagażem ważkich wydarzeń - skutkujących w rezultacie moją wewnętrzną izolacją - zatraciłam zdolność/ chęć/ zamiłowanie - tak przynajmniej mi się wydawało.. :)


Nie wiem, co sprawiło tę wyjątkową, i niezwykle uszczęśliwiającą mnie zmianę..
Jedak cieszę się, że nastąpiła :)
Kolejny mały-wielki krok, który udało mi się uczynić w tej życia wędrówce.
Krok w bardzo pozytywną stronę.
Może  sukienki nie są jakieś najcudowniejsze, co  nieco im brakuje - ale, szycie ich sprawiało mi niesamowitą przyjemność.
No, ale.. wraca się do tego - co maluje uśmiech na twarzy i  sprawia/ło wszechogarniającą radość.
 >^.^<

*Pan Królik, gość nieoczekiwany, pojawił się między końcem pracy nad sofą, a rozpoczęciem szycia sukienek.
























Sofa przed i po przemianie.








Sukienki.
Zostało sporo materiału, którym została "obita" na nowo sofa, więc aby się nie zmarnowało, uszyłam pierwszą sukienkę..(zdj.niżej). Jednakże, nie taki kierunek sobie wymyśliłam..















Uszycie "właściwej" (spełniającej moje wymagania/zamysł twórczy), przysporzyło mi niemały problem, gdyż za pierwszym razem stwierdziłam, że - to nie to, i zaczęłam wszystko od nowa.
Jednak, jeśli się coś kocha, to czasu spędzonego przy tym nigdy dość. Nigdy.
Bardzo jestem zadowolona z  końcowego efektu.














Cerise Hood














24 komentarze:

  1. Jak to dobrze ze wrocilas do szycia bo bardzo ladnie Ci to wychodzi <3

    Ja tez sie zmagam ale z roznym skutkiem ;) Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i również pozdrawiam :D

      Usuń
  2. Uszycie każdej sukienki, bluzeczki czy kapelusika sprawia niesamowitą frajdę! Tym bardziej, że Twoje ubranka są takie śliczne i pięknie prezentują się na uroczych modelkach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję za tak miłe słowa uznania :)

      Usuń
  3. zauroczyłam się Twoimi propozycjami i sukienusiami i ubranymi kanapami ♥
    a Długouchy relaksujący się wśród krop to taki jakby powakacyjny bonus :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo miłe, serdecznie dziękuję :)

      Usuń
  4. Podziwiam wszystko razem i każdą sztukę z osobna, a najbardziej sukienkę w kropeczki. I zazdroszczę laluni, jak ja w dzieciństwie o takiej marzyłam. Ma się rozumieć nie dla lalki ,tylko dla siebie, ale w tamtych czasach nawet czerwony kolor był jakiś taki bury i nijaki. Całe szczęście czasem przychodziły paczki z USA i moja kochana babcia wyczarowywała dla mnie śliczne sukienki, ale czerwonej w kropeczki nigdy nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kapitalna sofka, a modelki w kiecusiach wyglądają obłędnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sofa cudna ! Zresztą królik tak samo :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak się składa, że mam hopla na punkcie sukienek i siedzisk dla lalek - to co zrobiłaś i pokazałaś w tym wpisie jest fantastyczne!!!:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Sofa super, kwiaty w koszu super
    ale powala Operetta w nowej kiecce :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  9. Wszystko mistrzowskie! Najbardziej to mi się chyba podoba outfit Raven. :3
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję :D
      Pomysł na ten właśnie outfit dla Raven - pojawił się już w ubiegłym roku.
      Jednocześnie pojawił się też pomysł na sofę.
      Jednak dużo czasu pochłonęło mnie, poszukiwanie odpowiedniego materiału.
      Ale w końcu się trafił. Jaki sobie wymarzyłam. Idealny. >^.^<
      Pozdrawiam i ja :)

      Usuń
  10. świetne sukienki śliczne masz te panny :) zapraszam do mnie http://magicznyswiatkatherine.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. fantastycznie Ci to wychodzi, naprawdę masz talent do przepięknego ubierania. ;) a sofa wygląda świetnie! ;)
    natomiast co do pogody zmieniającej się jak w kalejdoskopie, to ja dzisiaj przeżyłam szok, bo obudził mnie chłopak okrzykiem, że koniecznie muszę wyjrzeć przez okno, żeby zobaczyć zamieć śnieżną. i tak pada nam od samego rana i zupełnie nie chce przestać. a przecież jeszcze połowy października nie ma. /o\
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję >^.^<
      U mnie śnieg, zdążył już połamać.. ozdobne drzewka.. -.-
      Na szczęście jak szybko się pojawił, tak szybko się roztopił. I dobrze.
      Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam.

      Usuń
  12. Fajnie ci wyszły te sukienki. Zielona podoba mi się najbardziej- gdyby założyła ja jakaś ruda, to pomyślałabym że inspirowałaś się Anią z Zielonego Wzgórza. Kanapa w groszki fajnie pasowałaby do wnętrza w stylu pin-up.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kanapę stworzyłam pod względem pin-up'owych stylizacji, - co z nich wyjdzie i o ile cokolwiek wyjdzie.. okaże się.. za jakiś czas ;)
      Co do sukienki zielonej i pozostałych, szyłam ot tak, niesiona indywidualną wizją i zapewne tym, co utkwiło mi w pamięci, podobało się i w końcu utrwaliłam ^.^ na stałe w uszytych materiałach.
      Dziękuję za wizytę i komentarz :)

      Usuń

Wyraź swoją negację/ opinię/ frustrację ^_^